missin.
.
zdolność do poświęceń jest przereklamowana…
można przejść kilka kilometrów w śniegu i błocie, narażając życie umykając przed autami, wydać mnóstwo kasy (co jest tutaj pikusiem), ryzykować natknięcie się na stwory leśne (lub morderców z nożami)… żeby zaraz potem wracać w podobnych okolicznościach.
można. tylko kurwa po co?
skoro i tak tego nikt nie doceni… i tak nie będzie to miało znaczenia.
ambicje wygrały. ja przegrałem.
.
coraz częściej refleksyjnie. smutno wręcz. pewne zagubienie. uczucię pewnej samotności. samotności w tej podróży, w walce. coś nie gra..
"chciałbym tu, spokojnie żyć, normalnie żyć
ja chce tu, normalnie żyć, spokojnie żyć"…
zagubiony.
emocje. zauroczenie. zakochanie. miłość.
jak to działa?
przestaje działać w pewnym momencie życia? znika?
trudno wyczuć. trudno…
znów odbijanie się od ścian. znów brak sprecyzowanego typu.
brak pomysłu na symbiozę.
cholerny hedonizm.
"widzę jej obraz przed oczami, słyszę stukanie obcasów za drzwiami. serce bije mi szybciej i szybciej. cały czas myślę, że zaraz tu przyjdzie"..
uwielbiam…
uwielbiam zatracać się w wirtualnym świecie…
pytasz jeszcze dlaczego tak?
po prostu. zrozum.
podsumowanie.
kolejny raz próbuję sklecić podsumowanie. mimo, że minęły ponad 2 lata od tego czasu…
a "sielanka" trwała ponad półtora roku. naprawdę mile spędzony czas. niesamowite przywiązanie, mnóstwo wspólnych tematów, planów na przyszłość – skąd to znasz, nie?.. zakładanie z góry, że wszystko się uda, wszystko będzie jak należy aż… przychodzi ten moment kiedy nagle te zapewnienia tracą sens i znaczenie. nagłe olśnienie, zmęczenie materiału, uczucie odkochania. złudne. przeczucie, że można mieć wszystko i wszystkich. a przez to podejmowanie decyzji w amoku. tylko szkoda, że to było takie złudne. wystarczyły 2 miesiące żeby zrozumieć fatalny błąd. mądry Polak po szkodzie. zerowe szanse na odbudowanie. dwuletnie "odbijanie" sobie na innych. głównie przez pierwszy rok. później zrozumienie, że to nie w tym sens jest i poszukiwanie czegoś zastępczego ale czegoś na dłużej. ale w międzyczasie myśli o powrocie. przeszłość, wspomnienia… nigdy tak bardzo nie dały mi odczuć co wtedy.. ale niestety brak szans i dalsze pogłębianie się w zagubieniu. aż do momentu kiedy każda sekunda z nią była skarbem. pewne szanse, nadzieje lecz nikłe i rozwiane szybciej niż się pojawiły. i pędzimy dalej do momentu, w którym wszystko znów jest poukładane ale już z kimś innym. ale żeby nie było zbyt pięknie… i tu się pojawia flashback. a z nim uczucie, że te "cudowne" sekundy były perfidne i bolesne. (tak, można zrozumieć i odczuć ból długo po fakcie).
i jesteśmy w czasach współczesnych
świadomy wybór przyszłości. i traktowanie wspomnień tylko jako "coś miłego", co było ale nie jest. i rozliczenie się raz na zawsze z przeszłościa. pierwszy rozdział tej całej historii oraz ostatni w tym samym miejscu. zamykamy książeczkę, odkładamy na półkę i idziemy spać.
i parafrazując..
pójdę dalej sam i już mnie nie poznasz.
nie, to nie jest…
reaktywacja tego bloga.
przywróciłem go do normalności bo nie zamierzam uciekać więcej przed przeszłościa. jest po to, żeby można było poznać subiektywny obraz fragmentu mojego życia. fragmentu, który znaczył dużo.
ja się zmieniłem. moje życie także. inne spojrzenie na miłość, przyjaźń i ogólnie życie (które nadal jest kształtowane).
zapraszam Cię do zapoznania się z treścią – jeśli tego chcesz oczywiście. cała ta historia, ten rozdział życia wymaga pewnego podsumowania, które już wkrótce napiszę.